O górach i nie tylko...

Alpy 2018 (7): Schrankogel – Alpy Sztubajskie

Alpy Sztubajskie są pasmem górskiem w Alpach Centralnych w Tyrolu na granicy austriacko-włoskiej, na zachód od Alp Zillertalskich. Najwyższym szczytem jest Zuckerhütl (3507 m). My weszliśmy na drugi co do wysokości szczyt Alp Sztubajskich: Schrankogel (3496 m).

Szczyty w tym paśmie należą raczej do trudnych, podobnie przekraczanie Alp Sztubajskich nie jest proste, ponieważ nie ma tam  łatwo dostępnych przełęczy.  Samochodem można przejechać jedynie przez przełęcze na obrzeżach masywu: Brenner i Timmelsjoch. My z Brunico przejechaliśmy przez przełęcz Brenner, następnie Innsbruck, docierając do miejscowości Gries im Sulztal (ok. 180 km):

Zostawiliśmy w Gries na parkingu samochód i wieczorem doszliśmy do schroniska Amberger Hütte (2135 m). Rano wyruszyliśmy na Schrankogel. Podejście było dość strome, ale nie wymagało sprzętu lodowcowego.

W gęstej mgle przy podejściu nagle wyłoniło się zwierzę, którego do tej pory w Alpach jeszcze nie widzieliśmy:

 

 

Droga wiodła po stromych piargach, blokach skalnych, a w końcowej części była dość prostą wspinaczką granią.

Zdjęcie na szczycie przy krzyżu:

Po wejściu na Schrankogel znaleźliśmy się w krainie lodowców:

Zza chmur wyłonił się najwyższy szczyt Alp Sztubajskich, Zuckerhütl (3507 m), który ma tylko 11 m więcej niż Schrankogel (3496 m). Zuckerhütl oznacza Rożek Cukrowy – dawniej cukier sprzedawano w postaci rożków. Zuckerhütl to najwyższy szczyt w centralnej części poniższego zdjęcia:

Na prawo od Zuckerhütl widać Pfaffenkogel (3366), a po lewej stronie efektowną sylwetkę Wilder Pfaff (3458):

Za skałą widać schronisko Amberger Hütte i drogę do Gries, gdzie zostawiliśmy nasze auto. To nasza trasa powrotna:

Schronisko Amberger Hütte i okolice:

Zejście do Gries wzdłuż rwącego strumienia lodowcowego:

Zabezpieczenie przed spadającymi kamieniami i lawinami nad Gries:

Z Gries zjechaliśmy samochodem drogą o sporej liczbie serpentyn (z których każda ma swoją nazwę!) do Längenfeld:

Wyprawę zakończyliśmy dojeżdżając do Huben, gdzie spędziliśmy noc na kempingu.

Zdjęcia: J&M Borkowscy ©

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.